Sensy PowIązaneO PROJEKCIE
POMOC


Projekt stanowi dokumentalne spojrzenie na doświadczenie migracji oraz na oddolne formy pomocy udzielanej w Warszawie. Artystka kieruje uwagę na stronę przyjmującą — osoby, które otwierały swoje domy, czas, zasoby, aby wesprzeć ludzi migrujących z różnych części świata.

Poprzez osobiste historie mieszkanek i mieszkańców Warszawy projekt tworzy świadectwo codziennej, często niewidzialnej solidarności: gestów wsparcia i współodpowiedzialności, które nie trafiają do oficjalnych narracji, a jednak realnie kształtują społeczne doświadczenie kryzysu. Jednocześnie projekt pełni funkcję inspirującą i refleksyjną, zachęcając do namysłu nad rolą jednostki we wspólnocie oraz nad tym, w jaki sposób indywidualne decyzje i mikrogesty pomocy mogą budować przestrzeń wzajemnej odpowiedzialności.



MILITO WARSZAWA36
YAUHENIYA DOUHAYA
BORYSÓW -> MIŃSK -> KIJÓW -> WARSZAWA33

AGNIESZKA
WARSZAWA56

LESHA
MINSK -> WARSZAWA39

KAROLINA POLAKOWA
LIDA -> MINSK -> KIJÓW -> WARSZAWA
32

ANNAMINSK -> LWÓW -> WARSZAWA
31

YANA
MIŃSK -> GDAŃSK -> WARSZAWA
33

JULIA GLESMANN & ZIELONY
WARSZAWA
40 48

ROMAN BALASHUKKIJÓW -> WARSZAWA
31

ANONIMYS
MIŃSK -> WARSZAWA

LESHAGRONDO -> WARSZAWA
36

SARIAN
WARSZAWA  35

YAUHENIYA SIADOWA
WITEBSK -> MIŃSK -> KIJÓW -> TBILISI -> WARSZAWA 33

SASHA VELICHKO
SLONIM -> MIŃSK -> BRZEŚĆ -> STAMBUŁ -> WARSZAWA 32
LESHA MIŃSK -> WARSZAWA38





Mam na imię Lesha.  Mam 38 lat.


1. Opowiedz o swoim doświadczeniu: na czym polegała Twoja pomoc?




Od momentu, kiedy się przeprowadziłem, praktycznie od razu zacząłem pracować w tak zwanej spółdzielni socjalnej Słuszna Strawa. Minęło naprawdę niewiele czasu od rozpoczęcia pełnoskalowej wojny. Ten projekt był początkowo organizowany jako pomoc dla uchodźców, przede wszystkim w zakresie ich zatrudnienia. Pracowali tam ludzie z całego świata, z czego większość stanowili uchodźcy. Bardzo szybko wygraliśmy grant i obsługiwaliśmy Centrum Przyjęcia Pomocy dla Uchodźców z Ukrainy. Była to całkowicie humanitarna praca, wykonywana codziennie.

Na kuchni wykonywałem wiele zadań, nie tylko stricte kuchennych — zajmowałem się też koordynacją, jeździłem jako kierowca i robiłem różne inne rzeczy. To była bardzo trudna praca. Naprawdę bardzo trudna. Jedna z najcięższych w moim życiu. Mniej więcej w tym samym czasie nasilił się też ruch migracyjny przez granicę białorusko-polską. I w naszym domu przyjęliśmy w zasadzie dwa razy ludzi.

Jeden raz byli to ludzie z Kuby — to pamiętam na pewno. Drugi raz już nie pamiętam dokładnie skąd. Ale byli to ludzie, którzy z punktu widzenia państwa nielegalnie przekroczyli granicę, próbując znaleźć nowe, lepsze życie. Warszawa była dla nich, jak rozumiem, po prostu miejscem oczekiwania — na transport, przyjaciół, znajomych. Nie wchodziliśmy w szczegóły. Często zresztą lepiej nie wiedzieć zbyt wiele. Przyjmowaliśmy ich u siebie w domu, karmiliśmy, dawaliśmy możliwość odpoczynku. Ogrzewanie nie było potrzebne, bo było ciepło, ale staraliśmy się zapewnić im komfort. No i tyle. Prosta historia, nic nadzwyczajnego. Mieszkali u nas chyba około tygodnia. Komunikacja była trudna, bo zarówno za pierwszym, jak i za drugim razem były to osoby hiszpańskojęzyczne. Porozumiewaliśmy się jakoś na migi, przy pomocy Google Translate. Ale było to interesujące.



2. Jak to doświadczenie zmieniło twoje spojrzenie na migrację i na osoby zmuszone do wyjazdu?



Moje poglądy w ogóle się nie zmieniły — mówię tu o poglądach skrajnie lewicowych, jeśli można je tak nazwać. W zasadzie już wcześniej brałem udział w różnych projektach związanych z poglądami, które ogólnie można określić jako no borders. Uczestniczyłem w antygranicznych obozach w różnych krajach. Brałem też udział w dużym obozie, którego celem było zamykanie, a właściwie próby likwidacji miejsc detencji tak zwanych nielegalnych migrantów na południu Europy. Dlatego moje poglądy się nie zmieniły. Można powiedzieć, że co najwyżej jeszcze bardziej się zradykalizowały — ze względu na to, co białoruska władza robi z losami ludzi, oraz na to, jak jest to interpretowane przez Europę i jakie hipokryzje Europa w tym kontekście uprawia. Czy więc moje poglądy się zmieniły? Nie. W ogóle się nie zmieniły.


3. Czy był moment, w którym poczułeś, że nie tylko ty pomagasz, ale też tobie okazuje się pomoc?



W tej konkretnej sytuacji — ogólnie bardzo lubię wielokulturowość i wielokrotnie miałem do czynienia z bardzo różnymi kulturami, imigrantami i tak dalej. Mam dużo pozytywnych doświadczeń. W tej konkretnej historii sam byłem jednak w bardzo kryzysowej sytuacji, bo wyjechałem nie do końca z własnej woli. Minęło też bardzo mało czasu, miałem bardzo ciężką pracę i trudny stan psychiczny, więc nawet jeśli coś mogłoby się wtedy wydarzyć, to możliwe, że po prostu bym tego nie zauważył.

Dlatego raczej nie.



4. Czego dowiedziałeś się o sobie dzięki temu doświadczeniu?




Nie tyle się czegoś dowiedziałem, co po raz kolejny uświadomiłem sobie, jak ważna jest dla mnie moja przestrzeń osobista. I jak różne jest rozumienie przestrzeni osobistej w różnych kulturach. Nawet mając już pewne doświadczenie i niezbyt bogate życie, można to sobie jeszcze raz mocno uświadomić — jak bardzo jesteśmy uprzywilejowani. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do spania po sześć–osiem osób w jednym pokoju. Albo do tego, że możemy sobie pozwolić na wybór jedzenia, ubrań i tak dalej. Dla niektórych ludzi już samo to, żeby nie spać na podłodze, w sześć osób, jest ogromnym przywilejem. Po prostu jeszcze raz się nad tym zastanowiłem i myślę, że wszystkim warto częściej — nawet bez sytuacji kryzysowych — o tym pamiętać. Dla osoby, która o tym myśli i to sobie uświadamia, życie na pewno staje się łatwiejsze.

I pomaga to lepiej zrozumieć, jak bardzo świat jest różnorodny i jak często bywa niesprawiedliwy.



5. Co uważasz za najbardziej kruche w relacjach międzyludzkich w czasie kryzysów?



Relacje międzyludzkie w czasie kryzysów są najbardziej kruche. Zaufanie bardzo łatwo stracić — pokazuje to doświadczenie kryzysów ostatnich lat. Ludzie łatwo się rozstają, łatwo puszczają innych wolno. Nie mówię tylko o parach, ale także o relacjach przyjacielskich i koleżeńskich. Trudno jest zachować empatię. Z mojego doświadczenia wynika, że nie jest to coś oczywistego na co dzień.

Kryzys trwa nadal. To dla mnie dość bolesny temat.


6. Czy w twojej rodzinie były historie migracji, przesiedleń, wygnania lub uchodźstwa w poprzednich pokoleniach?



Prapradziadka zesłano. Babcię razem z prababcią wywieziono. Później wróciły do Związku Radzieckiego. Prapradziadek zmarł już na zesłaniu, w Gułagu. Poza tym właściwie nie było więcej takich historii. Moi bliscy przez całe życie mieszkali w Mińsku i ja też całe życie mieszkałem w Mińsku. Podróżowałem, tak, ale żyłem w Mińsku.

Szczerze mówiąc, nigdy nie planowałem ani nie chciałem stamtąd wyjeżdżać. Można więc powiedzieć, że jestem pierwszym migrantem w tej rodzinie i w tym pokoleniu mińszczan.



7. Co chciałbyś powiedzieć osobom, które się wahają — przyjąć czy nie?



Chciałbym powiedzieć, że pomaganie nie jest trudne — trudne jest zacząć pomagać. Po prostu spróbujcie pomóc, nieważne komu i w jaki sposób. Komukolwiek, kto wydaje się słabszy, mniej chroniony.

Po prostu spróbujcie. Nieważne nawet, jeśli pomożecie jednemu jeżykowi w Warszawie — to już jest super.



Index ©2047 All Rights Reserved